Trwa wczytywanie stony...
Stowarzyszenie sympatyków
klubu Wisła Płock
Wisła Płock

ojrzyn

 fot. Wisła Płock

Sezon 2018/2019 za nami. Sezon trudny, z maleńkimi wzlotami, większością upadków, ale ostatecznie zakończony szczęśliwie dla nas. Sezon zupełnie odmienny od jeszcze poprzedniego, w którym do samego końca biliśmy się o udział w eliminacjach do Ligi Europy. Skoro więc było tak dobrze, to dlaczego było tak źle i dlaczego będzie lepiej?

Przypomnijmy sobie, jak było dobrze.

W sezon 2017/2018 weszliśmy z problemami - z klubem pożegnał się wieloletni trener Marcin Kaczmarek, a jego następcą został Jerzy Brzęczek, w którego niewiele osób wierzyło, nie oszukujmy się. Nowy szkoleniowiec nie mógł przygotować zespołu po swojemu, otrzymał go 4 dni przed inauguracją rozgrywek. Do 7. kolejki włącznie wiodło się różnie, raz zwycięstwo, raz porażka, zdarzyła się też klęska z Górnikiem Zabrze 0:4. Przyszła 8. seria gier i wyjazd do Lubina. Tam zaczęło się fatalnie, bo do przerwy przegrywaliśmy 0:2, ale Nafciarze nie poddali się i ostatecznie zremisowali 2:2. I to właśnie tamto spotkanie był sygnałem, kopem do przodu. Chwilowym.

Przyszły kolejne zwycięstwa z Pogonią, Cracovią, Termalicą. Porażka z Koroną, deklasacja Śląska i kolejna seria porażek: z Piastem, Jagiellonią, Lechią i Lechem. I nastąpił grudzień i passa aż 6 meczów bez porażki (aż 5 zwycięstw, 1 remis), w tym wygrana z mistrzem Polski - Legią. Konsekwetnie ciułaliśmy punkty i po remisie we Wrocławiu w 28. kolejce stało się jasne, że zagramy w TOP8 Ekstraklasy. W rundzie finałowej po 2 zwycięstwa, 2 remisach i 2 porażkach przed ostatnim meczem stanęliśmy przed szansą zajęcia 4. miejsca i tym samym zapewnienia sobie prawa do udziału w eliminacjach do Ligi Europy. Warunek? Nie patrzeć na Górnik i wygrać swój mecz. Zaczęło się świetnie, bo Jose Kante wyprowadził nas na prowadzenia. Wyrównał Runje. Znowu na prowadzenie wyprowadził nas Kante. No właśnie. Tak pierwotnie się wydawało, bo sędzia Lasyk, po sprawdzeniu na ekranie VAR (!!!) całej akcji, doszukał się faulu, którego nie było i bramkę anulował. Nafciarze tego meczu nie wygrali i marzenia legły w gruzach. Oczywiście to był piękny sezon, ale każdy czuł, że brakowało tej wisienki na torcie. 

stilo

Dlaczego więc ostatni sezon był tak zły?

Można powiedzieć, że sezon 2017/2018 paradoksalnie zapoczątkował tę (prawie) katastrofę. Zaczęło się od tego, że prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej zaproponował Jerzemu Brzęczkowi posadę selekcjonera reprezentacji Polski. A że takich propozycji się nie odrzuca... Przejdźmy więc do punktu 1.

 

1) Trenerzy

Następcą Jerzego Brzęczka został Dariusz Dźwigała. Znany ligowiec, bardzo sympatyczny facet, jednak trener bez większych sukcesów, mający fajną przygodę w Dolcanie Ząbki, mający pod wodzą reprezentacje Polski U18 i U19. Historia lubi się powtarzać, mogło to wypalić jak w przypadku Brzęczka, ale z drugiej strony - nic dwa razy się nie zdarza. Tak też, niestety, było. Drużyna nie mogła wypracować sobie stylu, wyniki były przeciętne - 3 zwycięstwa, 4 remisy, 5 porażek. Średnia punktów na mecz, a więc 1,08, nie powalała, a czarę goryczy przelała klęska w fatalnym stylu w Szczecinie z Pogonią 0:4. Jednak, aby być obiektywnym, trzeba przypomnieć, że to za kadencji Dźwigały rozgromiliśmy w Warszawie Legię aż 4:1. Po wspomnianej wyżej porażce i 85 dniach pracy trenera klub postanowił rozstać się z nim. Jego następcą został Kibu Vicuña.

 

Kibu Vicuna 1000x600

 fot. Włodzimierz Sierakowski/400mm

Vicuña to postać w polskiej piłce powszechnie znana. Przez wiele lat był asystentem Jana Urbana czy to w Legii, Lechu czy w Śląsku, ale także i w Osasunie. Do Płocka ściągnął go z litewskich Troków Łukasz Masłowski, który w jednym z wpisów na Twitterze ręczył swoją głową za miłego Hiszpana. FK Trakai był to pierwszy klub prowadzony samodzielnie przez Kibu i radził sobie w nim, jak na zastane tam warunki, bardzo solidnie. Promował młodych zawodników, a stylem gry chciał cieszyć oczy kibiców. Początki w naszym klubie były również obiecujące. Drużyna zaczęła notować lepsze wyniki i widać było, że Hiszpan chce grać ofensywny, ciekawy futbol. Akcje budowane były krótkimi podaniami począwszy od bramkarza i... ...Nagle skończyła się ta gra, wyniki zaczęły być znowu słabe. Vicuña trenował Wisłę przez 175 dni. W tym czasie 4 razy wygrał, 5 razy zremisował, 10 razy przegrał i odpadł z Pucharu Polski z I-ligową Puszczą Niepołomice. Średnia punktów na mecz - 0,89. Nafciarzy zostawił na 15. miejscu w tabeli na dwie kolejki przed końcem sezonu zasadniczego.

Trzecim trenerem na początku kwietnia został więc Leszek Ojrzyński, ale o nim w innej części tego tekstu.

2) Słaba dyspozycja zawodników

W sezonie 2017/2018 mieliśmy zawodników, którzy wystrzelili z formą. Mieliśmy piłkarzy, którzy odbudowali się. Jasne, byli zawodnicy, którzy zawiedli, ale oni byli w mniejszości. Natomiast w minionych rozgrywkach mieliśmy odwrotną tendencję. Weźmy takiego Adama Dźwigałę. Chłopak bardzo fajnie sobie radził w środku defensywy, ciekawie uzupełniał się z Alanem Urygą, zapracował sobie nawet na powołanie do reprezentacji Polski i od tego momentu wszystko się zepsuło. Nerwowość, elektryczność, niepewność, głupie czerwone kartki. Tak wyglądał przez większość czasu w minionych rozgrywkach "Dźwigu". Drugi sztandarowy przykład - Semir Štilić. Totalny zjazd, kompletnie bezużyteczny, snujący się po boisku jakby za karę, bez żadnych chęci. Stępiński? Żadnego kroku na przód, przeciętny do bólu. Łukowski? Albo kontuzjowany albo nie za wiele wnoszący na boisku. Merebashvili? Niezłe liczby, ale jeszcze więcej złych decyzji boiskowych, które jedynie irytowały.

 

dzwigu

 fot. Sport Onet

Łasicki? Kolejny piłkarz, który zamiast rozwijać się, to albo obniżył loty albo miał kłopoty zdrowotne. Varela? Jak grał, to potrafił wnieść trochę świeżości w poczynania Nafciarzy, ale co z tego, skoro co chwilę kończył w gabinecie lekarskim? Warcholak? Niech za odpowiedź posłuży fakt, że od momentu, kiedy zszedł z boiska w grudniu z Koroną, nie powąchał już więcej murawy. Borysiuk? Poza dwoma golami, pięknymi dodajmy, kompletnie nic nie wniósł, a od byłego reprezentanta czy zawodnika, który grał w Niemczech czy Anglii powinniśmy jednak więcej oczekiwać. Szwoch? Ok, był kontuzjowany przez dłuższy czas, ale kiedy grał, to nie można powiedzieć, żeby napędzał ataki Wisły - raczej przeciętny i bezbarwny.

Tak naprawdę niewątpliwie najjaśniejszą postacią naszej drużyny byli Dominik Furman, który ciągnął cały wózek przez ten sezon i zasłużył na miano najlepszego zawodnika tego sezonu. Solidny poziom trzymał również Alan Uryga, który był najrówniejszy z całego bloku obronnego. Na początku rozgrywek świetnie prezentował się też Ricardinho, a pod koniec odpalił Oskar Zawada. Na uwagę zasługuje też fakt, że Damian Szymański zapracował sobie na transfer do przecież mocnej ligi rosyjskiej. Nie licząc "wielbłądów", to na umiarkowaną pochwałę zasłużył również Thomas Dahne, ale tym samym przejdźmy płynnie do punktu numer 3.

3) Bramkarze

Niestety, ale był to jeden ze słabszych naszych elementów w tym sezonie. O ile Thomas Dahne to bardzo solidny zawodnik, to jednak jego błędy, czyli tzw. "klopsy" czy złe decyzje na przedpolu kosztowały nas czy to punkty czy utratę bramek. A presji zbyt dużej nie miał kto na nim wywrzeć, bo Bartłomiej Żynel, który uchodził za duży talent, kiedy do nas przychodził, jako takowy jednak się nie przedstawił, a jego fatalne błędy w meczu ze Śląskiem mogły kosztować nas utratę ekstraklasowego bytu.

 

zynel

 fot. Sport - Dziennik

Do rozgrywek ekstraklasowych, z braku laku, zostało zgłoszonych aż sześciu golkiperów! Oprócz wspomnianych wyżej dwóch, to byli to: Marcel Zapytowski, Bartłomiej Gradecki, Adrian Tokarski (rezerwowy bramkarz rezerw, zdarzyło mu się zagrać nawet w ataku!), Mateusz Kryczka. I nie trzeba chyba mówić, że żaden z nich nie był przygotowany do występół na najwyższym poziomie.

4) Transfery i dyrektor sportowy Łukasz Masłowski

Pracę dyrektora Masłowskiego na swojej stronie podsumowaliśmy już na wiosnę, kiedy to oficjalnie opuścił nasze szeregi, by taką samą funkcję pełnić w II-ligowym Widzewie Łódź. Teraz, po zakończeniu sezonu, możemy wziąć pod uwagę z czystym sumieniem wszystkie transfery przeprowadzone w minionych rozgrywkach.

 

maslo

 fot. Piotr Kucza/Newspix

Bartłomiej Żynel - tak jak wyżej wsponieliśmy, przychodził z łatką talentu, ale rzadko to potwierdział; miał wywrzeć presję na Thomasie Dahne, a wzmagał jedynie stres na trybunach; na plus mecz z Górnikiem Zabrze w 36. kolejce

Patryk Wieliczko - transfer zagadka, jego aktualny klub to Wierzyca Pelplin...

Mateusz Szwoch - długo kontuzjowany, ale jeśli grał, to więcej miał meczów, w których był niewidoczny, aniżeli takich, o których można było powiedzieć, że rzeczywiście zagrał fajnie

Caló - Portugalczyk miał zastąpić Michalaka, a nawet miał być lepszy ze względu na atut dryblinu, ale niestety nie było mu dane zaprezentować pełni swoich możliwości, bo nie znalazł uznania ani w oczach Dźwigały ani w oczach Kibu

Marcin Warcholak - totalna katastrofa - mierny w ofensywie, fatalny w defensywie, ostatni mecz zagrał w grudniu z Koroną i więcej na boisku się nie pojawił

Riccardo Grym - niegdyś talent w Bayerze Leverkusen grający z powodzeniem obok Kaia Havertza, a następnie wypluty przez Wisłę Kraków i teraz przez Wisłę Płock; niewiele możemy o nim powiedzieć, bo po prostu nie grał w pierwszej drużynie

Ricardinho - znakomity początek sezonu, a później znacznie spuścił z tonu, sezon ostatecznie zakończył jako najlepszy strzelec drużyny z 10 golami na koncie

 

anglik

 fot. Wisła Płock

Karol Angielski - długo nie dostawał szansy, a kiedy ją dostał, to pokazał się z bardzo dobrej strony - szkoda, że przez kilka meczów, bo do końca sezonu był po prostu przeciętny

Krystian Miś - nie da się nic napisać o zawodniku, który w ogóle nie grał, a trzech trenerów nie dało mu szansy zaprezentowania swoich możliwości w ligowej rzeczywistości

Grzegorz Kuświk - miał wzmocnić siłę rażenia Nafciarzy, strzelił kilka goli, ale też często irytował niewykorzystanymi sytuacjami czy głupimi faulami

Angel Garcia Cabezali - wychowanek Realu Madryt, przyzwoity w ataku, niezły w obronie, jednak nie ustrzegł się kilku błędów

Ariel Borysiuk - były reprezentant Polski, bardzo solidne CV, jednak oprócz dwóch goli, w tym jednego rzeczywiście fenomenalnego, nic ciekawego nie pokazał, a często zbyt łatwo ogrywany

Jake McGing - prawy defensor ściągnięty z ostatniej drużyny A-Legaue początek miał solidny, ale im dalej w las, tym coraz gorzej, a ostatecznie sezon zakończył z poważną kontuzją

 

marazas

 fot. Wisła Płock

Justinas Marazas - 18-letni skrzydłowy, o którego ponoć biły się takie firmy jak Manchester City czy Galatasaray dostał kilka szans od Kibu, miał kilka przebłysków, ale częściej irytował

Titas Milasius - zawodnik ściągnięty chyba tylko po to, aby Marazas nie czuł się w Polsce samotny

Alen Stevanovic - niegdyś szansę dał mu Jose Mourinho, a zimą przychodził do nas jako zapuszczony fizycznie piłkarz, jednak trzeba przyznać, że Serb ze szwajcarskim paszportem ma "to coś" i niektórymi zagraniami robił różnicę

Maciej Spychała, Hubert Adamczyk, Damian Michalski - zostali od razu wypożyczeni do klubów, z których zostali pozyskani

Z powyższego zestawienia wyłania nam się obraz niemal totalnie nietrafionych transferów, które zamiast dać nam stabilizacje po rewelacyjnym sezonie, dały regres. Ponadto dyrektor Masłowski po prostu z Wisły uciekł - do Widzewa. A przecież to on ma na swoim koncie sprowadzenie nie tylko słabych piłkarzy, ale także dwóch trenerów, którzy nie podołali powierzonemu zadaniu. I wciąż przed oczami mamy jego słowa z Twittera, że kładzie swoją głowę za nowego trenera. Tym trenerem był Kibu Vicuna.

Dlaczego więc będzie lepiej?

1) Ci zawodnicy potrafią grać w piłkę

Tak naprawdę nie jesteśmy pewni, którzy zawodnicy zostaną w naszych barwach. Odeszli już Varela, Łukowski, Warcholak i Stilić, a Borysiukowi i Marazasowi kończą się wypożyczenia, odejść może Dźwigała. Ale spójrzmy kto na tę chwilę został. Dahne? Solidny zawodnik, który jeśli tylko wyeliminuje swoje dwa największe mankamenty, to przyniesie nam sporo nie tylko pociechy, ale i w przyszłości pieniędzy. Łasicki? W prasie można doczytać, że sporo wskazuje na to, że Wisła dogada się z Napoli i stoper zostanie u nas. A przecież to gracz, których uchodził kiedyś za duży talent i pokazywał się już u nas z napawdę dobrej strony. Uryga? Grał najlepiej z obrońców, mentalnie wyrósł też na lidera obok Furmana. Garcia? Dawał powody ku temu, żeby postawić na niego w przyszłym sezonie i nie drżeć o lewą stronę defensywy.

 

furmi

 fot. Mateusz Czarnecki/Sportowe Fakty

Furman? Jeśli zostanie, to wokół niego powinien budowany być nowy zespół, bezsprzecznie. Merebashvili? Młodszy nie będzie, ale pewien solidny poziom piłkarski gwarantuje i posiada cenne doświadczenie, nie raz cieszył nas swoimi zagraniami. Rasak? Nie można powiedzieć, że był słabym ogniwem, a stać go na więcej. Stevanović? Jeśli tylko przygotuje się fizycznie do nowego sezonu, to możemy mieć z niego wiele pociechy. Zawada? Końcówka rozgrywek pokazała, że Oskar potrafi grać w piłkę i nawet jeśli nie będzie wiodącym napastnikiem, to na pewno bardzo cennym rezerwowym. Ricardinho? Jego możliwości poznaliśmy już wiele lat temu.

2) Leszek Ojrzyński

Trener, który przejął Wisłę w krytycznym momencie, bo na 15. miejscu w tabeli po 28 meczach sezonu zasadniczego. 4 zwycięstwa z rzędu i oddech, a ostatecznie utrzymanie w elicie. Trener, który wiedział, po co przychodzi i cel osiągnął. Zaufali mu prezesi, zaufali piłkarze, zaufali kibice - udało się. To człowiek twardo stąpający po ziemi, "z jajami".

 

ojrzynek

 fot. Michał Chwediuk/Newspix

Na pewno Wisła będzie walczyć w każdym meczu o każdy centymentr boiska, a jak to będzie wyglądało piłkarsko? Nie wiemy, bo rewolucja kadrowa jest tak naprawdę przesądzona i po prostu niezbędna. Leszek, ufamy Tobie!

3) Nowy dyrektor sportowy

Wraz z końcem sezonu poznaliśmy nazwisko nowego dyrektora sportowego. Został nim Marek Jóźwiak, czyli bardzo dobry niegdyś piłkarz, a później już jako dyrektor pracujący w Legii, Lechii czy ostatnio, jako strażak, w Wigrach.

jozek

 fot. Wisła Płock

Na razie oczywiście powinniśmy patrzeć mu na ręce i dawkować entuzjazm, ale wydaje nam się, że nowy człowiek, znający realia polskiej piłki, z pewnym doświadczeniem, będzie idealny do przeprowadzenia rewolucji.

4) Chęć udowodnienia czegoś i głód gry

Po bardzo słabym sezonie ci Nafciarze, którzy zostaną będą chcieli udowodnić coś sobie i kibicom. Że potrafią, że zeszły sezon choć był bliski piekła, to jednak okazał się czyśćcem. I nowi piłkarze, którzy przyjdą i będą chcieli pokazać się w nowym otoczeniu z jak najlepszej strony.

Co rzeczywiście przyniesie przyszły sezon? Nie wiemy. Nikt tego nie wie. Ale bądźmy z tą drużyną właśnie MY, czyli kibice. Bo zmieniają się piłkarze, zmieniają się trenerzy i zawsze na końcu WISŁA TO MY! I bez nas na trybunach, bez naszego wsparcia nie uda się wrócić na właściwe tory, bo nie zapominajmy, że pod tym względem również mamy sporo do poprawy.

MJ

Partnerzy

FacebookYouTube © 2018 Wszelkie pawa zastrzeżone SSKWP. Projekt i wykonanie: Hedea.pl

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem